Hollywood Undead

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 9

     Nie spała od trzeciej nad ranem, a była już dziewiąta. Nie mogła zasnąć. Ten sen nie dawał jej spokoju, ponieważ nie był jak każdy inny. Był bardziej wyraźny, czuła go wszystkimi swoimi zmysłami. Całe ciało Leony przeszły ciarki, poczynając od czubka głowy, kończąc na nogach. Mimo tak małej ilości snu, czuła się wypoczęta.
- Oh, Viktorze… - westchnęła pod nosem.
- Witaj, pani – lokaj pojawił się jak zawsze z nikąd, gdzieś w ciemnym kącie sypialni. – Wzywałaś mnie?
- Witaj Vik. Tak, wzywałam cię – skinęła głową, podnosząc się z łóżka. Odsłoniła majestatycznym ruchem ciężkie firany. Jasne światło dość szarego dnia natychmiastowo opanowało cały pokój, oświecając nagie ciało rudowłosej. Wyglądała jak królowa ognia. – Cóż dzisiaj przygotowano na śniadanie?
- Złociste tosty z najlepszej jakości serem, wypieczone tak, jak pani uwielbia. Do tego słodka przekąska pod postacią zdrowych i pożywnych ciastek zbożowych, a do picia pani ulubiona…
  Ożywiła się nagle. Zaczęła niuchać i wąchać. Szukała zapachu. Jej oczy wypełniły się ekscytacją.
- Oh, tak… - wymruczała i uśmiechnęła się atrakcyjnie, pokazując swoje idealnie białe zęby. Przejechała po nich językiem, aby podkreślić ich wyjątkowość.
  Przehasała niby łania po pokoju i szczęśliwa, jak każdego poranka, kiedy jada dobre śniadania, chwyciła za jedwabny szlafrok. Narzuciła go na siebie, nie myśląc nawet o jego zawiązywaniu. Wybiegła z sypialni i wręcz zeskoczyła ze schodów, tak szybko, jak tylko potrafiła.
  Usiadłszy przy blacie przepięknie, aczkolwiek dość modernistycznie urządzonej kuchni, zaklaskała w dłonie, rozkoszując się zapachem dzisiejszego porannego posiłku.
- Viktorze, cóż ja bym bez ciebie zrobiła, mój kochany? – spytała się, chociaż mężczyzny nie było w pobliżu. Wiedziała, że słyszy i za jakiś czas przybędzie.
- Żyłaby pani równie szczęśliwie jak i teraz, może nawet szczęśliwiej – odpowiedział posłusznie i szczerze jak zawsze.
- Oh, nie mów tak! Wiesz przecież, że to nie prawda! – prowadziła dialog jak zawsze w stylu dramatów. Tyle, że szczerze, tak jak i lokaj. Nie udawała i nie grała niby na scenie, taka jej natura i przyzwyczajenie.
- Jeśli pani tak uważa, to musi to być i prawda – zaserwował danie główne i napój, a ten zadziałał na Leonę ponownie pobudzająco.
  Chwyciła za szklankę pełną czerwonej cieczy i piła ją powoli przez przezroczystą słomkę. Przewróciła oczami i delektowała się smakiem.
- Mmm… Zero Rh minus – przestała sączyć swój napitek i zerknęła na stojącego, jak zawsze na uboczu, Viktora. – Ty to wiesz, co najlepsze.
- Taka moja powinność – służyć mojej pani tak dobrze, jak tylko pozwalają mi moje umiejętności i doświadczenie. Jestem ci oddany po wieki wieków, Leono Murillo – przyklęknął na jedno kolano.
- Wiesz, że przychylnie patrzę na prawdomówność i komplementy, ale najbardziej na twe oddanie, Viktorze Noble, mój wierny sługo -  delikatnym gestem ręki nakazała mu powstać. – Teraz jednak powróćmy do świata rzeczywistego, ponieważ głód niemiłosiernie mi doskwiera.
  Tuż po śniadaniu, nasycona i cała w skowronkach, ubrała się w wygodne i dobrze wyglądające ubrania. Damską, czerwoną koszulę w czarną kratę, legginsy z nadrukiem, który dawał wrażenie, jeansowych spodni, wiśniowe vansy oraz nieodłączne okulary z czarnymi oprawkami. Bez nich niewiele widziała – urok bycia blisko wzrocznym. Włosów nie upięła, pozwoliła im pożyć własnym życiem, przeczesując je tylko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz