Hollywood Undead

środa, 14 maja 2014

Rozdział 2

-Ubieraj się.- rozkazał Nathaniel, zakładając swoją skórzaną kurtkę.
-Coś się stało?- Diana spojrzała na chłopaka odrywając wzrok od telewizora. Zajadała jego ulubione lody prosto z pudełka. Spędziła już ponad tydzień w domu Nathaniela. Nie dogadywała się z nim zbyt dobrze. Nadal nie mówił zbyt wiele. Nie miała pojęcia dlaczego nie pozwolił jej wrócić do domu, ani do szkoły.
-Jest pewien problem. Wracasz do siebie. Wiesz jak stąd trafić?- pośpiesznie zaczął pakować jej rzeczy.
-Raczej tak. Nie byłam nigdy w tej części miasta, ale dam radę.- złapała za swoją, już pełną, torbę. Nie wystawiła nosa z mieszkania nawet na balkon kiedy słońce było na niebie, a teraz karze jej wynosić się. Może i był wieczór, ale jasno było jeszcze do późna.
-Musisz wrócić do szkoły. Postaram się jak najszybciej załagodzić sprawę.
-Dalej nie powiedziałeś mi o co chodzi.- zaczęła się denerwować.
-Nie mam na to teraz czasu! Nie rozumiesz? Musimy się pospieszyć. Nie jest tu już bezpiecznie.- podniesiony głos albinosa, potwierdzał powagę sytuacji. Wydawał się roztrzęsiony.
Prawie wybiegli z mieszkania, nie kłopocząc się zakluczeniem drzwi. Słońce zaczynało już zachodzić, ale dalej osłabiało nią. Nathaniel zaciągnął ją w mniej uczęszczaną ulicę a potem do zaułka.
-Gryź i pij ile możesz.- wystawił swoją rękę
Dziewczyna zrobiła to. Coraz lepiej potrafiła zapanować nad sobą, kiedy się żywiła. Albinos stał się jeszcze bardziej blady niż zazwyczaj, a był to nie lada wyczyn przy jego śniadej karnacji. Mimo, że nie była wystarczająco nasycona, oderwała usta od rany. Jej kły przybrały normalną długość.- Teraz biegnij. Najlepiej nie oglądaj się za siebie. Nie jesteś daleko domu, więc nie powinnaś mi paść po drodze.
-A co z tobą? Jesteś teraz mocno osłabiony.- martwiła się o Nathaniela. To przez nią był teraz w takim stanie.
-Jestem twardszy niż ci się wydaje.- odpowiedział pewny siebie.- Spadaj już!
Zmieszana dziewczyna wybiegła z alejki. Wiedziała gdzie jest. Do jej kawalerki dzieliło ją tylko kilka przecznic. Nie obejrzała się za siebie ani razu. Nic nie rozumiała... znowu. Ledwo zaczęła się oswajać z świadomością, że nie jest już człowiekiem, a teraz musiało się wszystko znowu zagmatwać. Zdyszana zatrzymała się dopiero przed drzwiami swojego domu.
-Nathaniel zapomniał zamknąć?- wyszeptała sama do siebie.
Drzwi były uchylone. Pchnęła je ostrożnie i weszła do środka. W pokoju panował totalny nieład. Wszędzie walały się jej rzeczy. Albinos nie mógł zostawić tak mieszkania, gdy był tu tydzień temu.
Sprawdziła czego brakuje. Ku jej zdziwieniu, okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Ktoś, szukał konkretnej rzeczy, ale jej nie znalazł. Zostały wszystkie wartościowe przedmioty i pieniądze.
Sprzątanie zajęło jej sporo czasu i siły. Nie powinna się przemęczać, kiedy nie wie kiedy będzie mogła znowu napić się krwi. Nie miała pojęcia jak mogłaby ją zdobyć, poza wyssaniem jej z kogoś. Nie pytała Nathaniela skąd brał ją dla niej przez cały ten czas.
Jutro miała iść do szkoły, więc położyła się spać. Kiedy jej głowa dotknęła poduszki, nie minęła chwila, a Diana odpłynęła w objęcia Morfeusza.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz