-Ubieraj
się.- rozkazał Nathaniel, zakładając swoją skórzaną kurtkę.
-Coś
się stało?- Diana spojrzała na chłopaka odrywając wzrok od
telewizora. Zajadała jego ulubione lody prosto z pudełka. Spędziła
już ponad tydzień w domu Nathaniela. Nie dogadywała się z nim
zbyt dobrze. Nadal nie mówił zbyt wiele. Nie miała pojęcia
dlaczego nie pozwolił jej wrócić do domu, ani do szkoły.
-Jest
pewien problem. Wracasz do siebie. Wiesz jak stąd trafić?-
pośpiesznie zaczął pakować jej rzeczy.
-Raczej
tak. Nie byłam nigdy w tej części miasta, ale dam radę.- złapała
za swoją, już pełną, torbę. Nie wystawiła nosa z mieszkania
nawet na balkon kiedy słońce było na niebie, a teraz karze jej
wynosić się. Może i był wieczór, ale jasno było jeszcze do
późna.
-Musisz
wrócić do szkoły. Postaram się jak najszybciej załagodzić
sprawę.
-Dalej
nie powiedziałeś mi o co chodzi.- zaczęła się denerwować.
-Nie
mam na to teraz czasu! Nie rozumiesz? Musimy się pospieszyć. Nie
jest tu już bezpiecznie.- podniesiony głos albinosa, potwierdzał
powagę sytuacji. Wydawał się roztrzęsiony.
Prawie
wybiegli z mieszkania, nie kłopocząc się zakluczeniem drzwi.
Słońce zaczynało już zachodzić, ale dalej osłabiało nią.
Nathaniel zaciągnął ją w mniej uczęszczaną ulicę a potem do
zaułka.
-Gryź
i pij ile możesz.- wystawił swoją rękę
Dziewczyna
zrobiła to. Coraz lepiej potrafiła zapanować nad sobą, kiedy się
żywiła. Albinos stał się jeszcze bardziej blady niż zazwyczaj, a
był to nie lada wyczyn przy jego śniadej karnacji. Mimo, że nie
była wystarczająco nasycona, oderwała usta od rany. Jej kły
przybrały normalną długość.- Teraz biegnij. Najlepiej nie
oglądaj się za siebie. Nie jesteś daleko domu, więc nie powinnaś
mi paść po drodze.
-A
co z tobą? Jesteś teraz mocno osłabiony.- martwiła się o
Nathaniela. To przez nią był teraz w takim stanie.
-Jestem
twardszy niż ci się wydaje.- odpowiedział pewny siebie.- Spadaj
już!
Zmieszana
dziewczyna wybiegła z alejki. Wiedziała gdzie jest. Do jej
kawalerki dzieliło ją tylko kilka przecznic. Nie obejrzała się za
siebie ani razu. Nic nie rozumiała... znowu. Ledwo zaczęła się
oswajać z świadomością, że nie jest już człowiekiem, a teraz
musiało się wszystko znowu zagmatwać. Zdyszana zatrzymała się
dopiero przed drzwiami swojego domu.
-Nathaniel
zapomniał zamknąć?- wyszeptała sama do siebie.
Drzwi
były uchylone. Pchnęła je ostrożnie i weszła do środka. W
pokoju panował totalny nieład. Wszędzie walały się jej rzeczy.
Albinos nie mógł zostawić tak mieszkania, gdy był tu tydzień
temu.
Sprawdziła
czego brakuje. Ku jej zdziwieniu, okazało się, że wszystko jest na
swoim miejscu. Ktoś, szukał konkretnej rzeczy, ale jej nie znalazł.
Zostały wszystkie wartościowe przedmioty i pieniądze.
Sprzątanie
zajęło jej sporo czasu i siły. Nie powinna się przemęczać,
kiedy nie wie kiedy będzie mogła znowu napić się krwi. Nie miała
pojęcia jak mogłaby ją zdobyć, poza wyssaniem jej z kogoś. Nie
pytała Nathaniela skąd brał ją dla niej przez cały ten czas.
Jutro
miała iść do szkoły, więc położyła się spać. Kiedy jej
głowa dotknęła poduszki, nie minęła chwila, a Diana odpłynęła
w objęcia Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz