Hollywood Undead

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 6

     Łazienka była wręcz luksusowa. Kamienne blaty, pozłacany kran przy umywalce, ogromne lustro. Oświetlenie dawało złocistą poświatę, która sprawiała, że pokój wyglądał na bardziej wartościowy niż tak naprawdę był.
  Wielka wanna cieszyła oko swoją porcelanową bielą. Lśniła niczym nowa, zachęcając do długiej kąpieli. Długiej, relaksacyjnej i służącej głębokim przemyśleniom kąpieli.
  Leona podeszła do wanny i przekręciła kurki. Szum wody był dziwnie stłumiony, nie rozchodził się po całej łazience tak, jak zawsze. Zdziwiła się, ale nie miała zamiaru się nad takim czymś dłużej zastanawiać. Tym lepiej, pomyślała zdejmując z siebie co raz to kolejne warstwy ubrań. Kiedy stała już na samej bieliźnie, przejrzała się w wielkim na pół ściany lustrze, umieszczonym ponad blatem z umywalką. Zbliżyła się doń i dokładnie obejrzała swoje smukłe i zadbane ciało.
- Warto by w sumie wrócić do tego nieco bardziej aktywnego trybu życia… - oznajmiła, naprężając mięśnie brzucha, które się leciutko zarysowały wraz z napięciem mięśni. – Ewentualnie zgłoszę się na nauczycielkę wychowania fizycznego – zachichotała z zamkniętymi ustami.
  Nagle szerokim susem przemieściła się od umywalki pod samą wannę, natychmiastowo zakręcając kurki. Mało brakowało a bym wylała połowę po wejściu, pokręciła głową. Pozbyła się jej ulubionej czarnej bielizny i zerknęła na taflę wody.
  Była gorąca. Para unosiła się z niej jak najęta, wprowadzając w łazience zaduch niczym w saunie. Leona ostrożnie, powoli zaczynała się zanurzać we wrzątku. Wpierw lekko umoczyła palce u stóp, sycząc niczym wąż. Deczko przesadziłam, pomyślała włożywszy lewą stopę do wody. Potem po kolei zanurzała kolejne partie ciała, a gdy siedziała już po samą szyję w wodzie, wydała z siebie jęk przyjemności.
- Tego mi brakowało – wymruczała pod nosem, zamykając oczy.
  Przez pierwsze kilka chwil przez jej głowę przemierzały tysiące informacji. Liczby, imiona, błędy popełnione przez uczniów, kalkulacje… I nagle nastała przyjemna nicość. Rudowłosa odcięła się od świata realnego. Pogrążyła się w świecie snów i marzeń.
  Przed oczami migotały jej tylko skrawki wydarzeń jakby wydarte z jednej całości. Widziała Dianę i Arthura rozmawiających w gabinecie. W sumie wyglądało to bardziej na kłótnię. Nagle przeniosła się gdzieś na ciemną uliczkę, gdzie widziała dziwnie znajomego jej mężczyznę zmierzającego ku niej z pożądaniem w oczach. Kolejno znalazła się gdzieś w klubie, był wielki tłok, poczuła nawet zapach męskiego perfum, był tak realistyczny, że przerażona otworzyła oczy i szarpnęła się do pozycji siedzącej. Rozejrzała się odruchowo po całej łazience, ale nikogo nie było.
- Co to miało znaczyć? – przetarła twarz dłońmi, po czym chwyciła gąbkę i powoli zaczęła zmywać z siebie brudy dzisiejszego dnia.
  Podczas mycia się, cały czas rozmyślała nad widzianym we śnie mężczyzną. Był taki znajomy, jego twarz gdzieś już widziana, zajęła miejsce w jej głowie, ale nie chciała ujawnić właściciela. Nie mój typ, a jednak nie mogłam się mu oprzeć, jego wzrok zniewalał… Kimżeś ty człowieku?
  Zanurzyła się po sam czubek głowy w wodzie, układając się niby nieboszczyk w trumnie. Przez pierwsze kilka sekund jej twarz piekła od gorąca tej wody. Włosy bezwładnie poruszały się w cieczy i wyglądały jak rozszalały pożar w zwolnionym tempie.
  Przesiedziała tak pod wodą dobre dwie minuty po czym gwałtownie wynurzyła się z niej łapiąc powietrze ustami.
- Co…? Dlaczego ja w ogóle…? – łapała oddech jak karp wyciągnięty z wody. Odgarnęła kilka rudych kosmyków z zaczerwienionej twarzy i jak najszybciej wyszła z wanny.
  Była przerażona. Już drugi raz dzisiaj, pomyślała wycierając się w miękki, frotowy ręcznik. Co to za zachowanie? Ja to robię nieświadomie!
  Z włosami zawiniętymi w turban i ciałem zakrytym jedwabnym, czarnym szlafrokiem, wyszła z łazienki pozostawiając po sobie idealny porządek. Wiedziała, że nie musi tego robić i że Viktor nie lubi kiedy ona wykonuje jego prace, ale mimo wszystko, póki ma siły, woli robić wokół siebie sama.
  Weszła po jasnych jak reszta domu schodach na pierwsze piętro i przeszła krótkim korytarzykiem do sypialni. Sypialni urządzonej po królewsku. Ogromne łóżko z baldachimem, posłane jedwabiem i małymi ozdobnymi poduszkami, opierało się o ścianę, na której wisiał przepiękny, realistyczny pejzaż ukazujący zmąconą wiatrem zieloną łąkę w świetle zachodzącego słońca w oddali z małą, białą chatką z czerwonym dachem, rzucającą podłużny cień. Na niebie widniały cudaczne chmury o nieokreślonych kształtach. W prawym dolnym rogu widniał maleńki podpis, Edmund Murillo, pra pra dziadek Leony.
  Tuż pod oknami widniało masywne, mahoniowe biurko, przepełnione papierami. Naprzeciwko łóżka, pod sąsiadującą ścianą stała wykonana także z ciemnego drewna toaletka z podłużnym lustrem obok. Na ziemi leżał czerwony i bogato zdobiony, olbrzymi dywan. Kobieta rozejrzała się po pokoju i na jej twarz wstąpił spokój i poczucie bezpieczeństwa. Moja ulubiona część całego tego domu, zdjęła jedwabne przykrycie z łóżka. Zawsze z chęcią wracam do tego pokoju. Daje ukojenie.
  Lekki niczym piórko szlafrok zsunął się z jej ciała, ukazując jej kobiece piękno w pełnej krasie. Zdjęła z włosów przemoknięty ręcznik i rzuciła go na podłogę nieopodal szlafroka. Przeszła się z gracją po pokoju, usiadła przed toaletką, zapaliła stojącą na niej drobną lampkę i zerknęła na swoją twarz. Uwielbiała przeglądać się w lustrze.
  Otworzyła niedokładnie jedną z szuflad, pomacała ręką w poszukiwaniu szczotki, a kiedy już ją znalazła, z nader wielką troską zaczęła czesać włosy. Traktowała je powolnymi i dokładnymi ruchami w tym samym czasie nucąc sobie refren „Coming Back Down” Hollywood Undead.
  Skończywszy czesanie przeszła się powrotem w stronę łóżka i położyła się, wzdychając.
- Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz