Łazienka
była wręcz luksusowa. Kamienne blaty, pozłacany kran przy
umywalce, ogromne lustro. Oświetlenie dawało złocistą poświatę,
która sprawiała, że pokój wyglądał na bardziej wartościowy niż
tak naprawdę był.
Wielka
wanna cieszyła oko swoją porcelanową bielą. Lśniła niczym nowa,
zachęcając do długiej kąpieli. Długiej, relaksacyjnej i służącej
głębokim przemyśleniom kąpieli.
Leona
podeszła do wanny i przekręciła kurki. Szum wody był dziwnie
stłumiony, nie rozchodził się po całej łazience tak, jak zawsze.
Zdziwiła się, ale nie miała zamiaru się nad takim czymś dłużej
zastanawiać. Tym lepiej, pomyślała zdejmując z siebie co raz to
kolejne warstwy ubrań. Kiedy stała już na samej bieliźnie,
przejrzała się w wielkim na pół ściany lustrze, umieszczonym
ponad blatem z umywalką. Zbliżyła się doń i dokładnie obejrzała
swoje smukłe i zadbane ciało.
-
Warto by w sumie wrócić do tego nieco bardziej aktywnego trybu
życia… - oznajmiła, naprężając mięśnie brzucha, które się
leciutko zarysowały wraz z napięciem mięśni. – Ewentualnie
zgłoszę się na nauczycielkę wychowania fizycznego –
zachichotała z zamkniętymi ustami.
Nagle
szerokim susem przemieściła się od umywalki pod samą wannę,
natychmiastowo zakręcając kurki. Mało brakowało a bym wylała
połowę po wejściu, pokręciła głową. Pozbyła się jej
ulubionej czarnej bielizny i zerknęła na taflę wody.
Była
gorąca. Para unosiła się z niej jak najęta, wprowadzając w
łazience zaduch niczym w saunie. Leona ostrożnie, powoli zaczynała
się zanurzać we wrzątku. Wpierw lekko umoczyła palce u stóp,
sycząc niczym wąż. Deczko przesadziłam, pomyślała włożywszy
lewą stopę do wody. Potem po kolei zanurzała kolejne partie ciała,
a gdy siedziała już po samą szyję w wodzie, wydała z siebie jęk
przyjemności.
-
Tego mi brakowało – wymruczała pod nosem, zamykając oczy.
Przez
pierwsze kilka chwil przez jej głowę przemierzały tysiące
informacji. Liczby, imiona, błędy popełnione przez uczniów,
kalkulacje… I nagle nastała przyjemna nicość. Rudowłosa odcięła
się od świata realnego. Pogrążyła się w świecie snów i
marzeń.
Przed
oczami migotały jej tylko skrawki wydarzeń jakby wydarte z jednej
całości. Widziała Dianę i Arthura rozmawiających w gabinecie. W
sumie wyglądało to bardziej na kłótnię. Nagle przeniosła się
gdzieś na ciemną uliczkę, gdzie widziała dziwnie znajomego jej
mężczyznę zmierzającego ku niej z pożądaniem w oczach. Kolejno
znalazła się gdzieś w klubie, był wielki tłok, poczuła nawet
zapach męskiego perfum, był tak realistyczny, że przerażona
otworzyła oczy i szarpnęła się do pozycji siedzącej. Rozejrzała
się odruchowo po całej łazience, ale nikogo nie było.
-
Co to miało znaczyć? – przetarła twarz dłońmi, po czym
chwyciła gąbkę i powoli zaczęła zmywać z siebie brudy
dzisiejszego dnia.
Podczas
mycia się, cały czas rozmyślała nad widzianym we śnie mężczyzną.
Był taki znajomy, jego twarz gdzieś już widziana, zajęła miejsce
w jej głowie, ale nie chciała ujawnić właściciela. Nie mój typ,
a jednak nie mogłam się mu oprzeć, jego wzrok zniewalał… Kimżeś
ty człowieku?
Zanurzyła
się po sam czubek głowy w wodzie, układając się niby nieboszczyk
w trumnie. Przez pierwsze kilka sekund jej twarz piekła od gorąca
tej wody. Włosy bezwładnie poruszały się w cieczy i wyglądały
jak rozszalały pożar w zwolnionym tempie.
Przesiedziała
tak pod wodą dobre dwie minuty po czym gwałtownie wynurzyła się z
niej łapiąc powietrze ustami.
-
Co…? Dlaczego ja w ogóle…? – łapała oddech jak karp
wyciągnięty z wody. Odgarnęła kilka rudych kosmyków z
zaczerwienionej twarzy i jak najszybciej wyszła z wanny.
Była
przerażona. Już drugi raz dzisiaj, pomyślała wycierając się w
miękki, frotowy ręcznik. Co to za zachowanie? Ja to robię
nieświadomie!
Z
włosami zawiniętymi w turban i ciałem zakrytym jedwabnym, czarnym
szlafrokiem, wyszła z łazienki pozostawiając po sobie idealny
porządek. Wiedziała, że nie musi tego robić i że Viktor nie lubi
kiedy ona wykonuje jego prace, ale mimo wszystko, póki ma siły,
woli robić wokół siebie sama.
Weszła
po jasnych jak reszta domu schodach na pierwsze piętro i przeszła
krótkim korytarzykiem do sypialni. Sypialni urządzonej po
królewsku. Ogromne łóżko z baldachimem, posłane jedwabiem i
małymi ozdobnymi poduszkami, opierało się o ścianę, na której
wisiał przepiękny, realistyczny pejzaż ukazujący zmąconą
wiatrem zieloną łąkę w świetle zachodzącego słońca w oddali z
małą, białą chatką z czerwonym dachem, rzucającą podłużny
cień. Na niebie widniały cudaczne chmury o nieokreślonych
kształtach. W prawym dolnym rogu widniał maleńki podpis, Edmund
Murillo,
pra pra dziadek Leony.
Tuż
pod oknami widniało masywne, mahoniowe biurko, przepełnione
papierami. Naprzeciwko łóżka, pod sąsiadującą ścianą stała
wykonana także z ciemnego drewna toaletka z podłużnym lustrem
obok. Na ziemi leżał czerwony i bogato zdobiony, olbrzymi dywan.
Kobieta rozejrzała się po pokoju i na jej twarz wstąpił spokój i
poczucie bezpieczeństwa. Moja ulubiona część całego tego domu,
zdjęła jedwabne przykrycie z łóżka. Zawsze z chęcią wracam do
tego pokoju. Daje ukojenie.
Lekki
niczym piórko szlafrok zsunął się z jej ciała, ukazując jej
kobiece piękno w pełnej krasie. Zdjęła z włosów przemoknięty
ręcznik i rzuciła go na podłogę nieopodal szlafroka. Przeszła
się z gracją po pokoju, usiadła przed toaletką, zapaliła stojącą
na niej drobną lampkę i zerknęła na swoją twarz. Uwielbiała
przeglądać się w lustrze.
Otworzyła
niedokładnie jedną z szuflad, pomacała ręką w poszukiwaniu
szczotki, a kiedy już ją znalazła, z nader wielką troską zaczęła
czesać włosy. Traktowała je powolnymi i dokładnymi ruchami w tym
samym czasie nucąc sobie refren „Coming Back Down” Hollywood
Undead.
Skończywszy
czesanie przeszła się powrotem w stronę łóżka i położyła
się, wzdychając.
-
Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz