Dni
w pracy mijały Leonie, jak zawsze, szybko. Niestety już nie bez
problemów.
Diana
Ellson została zmuszona do chodzenia do szkoły, groził jej
kurator. Ta dziewczyna, to uosobienie chaosu i anarchii. Każdy
nauczyciel praktycznie jej ulegał, nie wymagał od niej niczego
innego, jak siedzenia z tyłkiem przy ławce. Nie musiała nawet ich
słuchać, ale dla świętego spokoju być w klasie.
Co
innego Leona. Na jej lekcjach miał panować porządek, nie ma, że
boli.
-
Diana, podejdź proszę do tablicy – odezwała się grzecznie,
zapatrzona w monitor swojego służbowego laptopa.
-
Mhm… - czarnowłosa siedziała na obróconym na bok krześle, tyłem
do okna i przyglądała się swoim paznokciom.
-
Diana, poproszę cię do tablicy – nutka niecierpliwości zdała
się wkraść w ton głosu Leony. Odruchowo poprawiła idealnie
leżące okulary i spojrzała się na uczennicę.
-
Yup, już lecę… - przeciągnęła się tylko, wydając z siebie
przeciągły jęk. Nawet nie zauważyła kiedy nauczycielka podeszła
do jej ławki.
-
Nie przeginaj, Ellson – skarciła ją wzrokiem, a ta niewzruszona
spojrzała jej w oczy. – Wiem, że od ciebie nikt niczego nie
wymaga, ale dobrze wiesz, że ze mną nie takie numery…
-
O matko, weź się odczep, co? – Diana skrzywiła się. – Mnie tu
nawet nie powinno być! Sama widzisz, że nie pasuję do tej zgrai
dupowłazów i wazeliniarzy…
Leona
była co najmniej zszokowana tymi określeniami.
-
… siedzą tylko i uniżają przed tobą te swoje główki – słowa
nastolatki były przesiąknięte pogardą i wstrętem. – O nie,
nie… Nie masz nawet na co liczyć, nie będę taka! Idź sobie
szukać pupilków gdzie indziej.
Rudowłosa
aż oniemiała. Wytrzeszczyła tylko oczy na dziewczynę i zbierała
myśli.
-
Wiesz w ogóle, co to jest dobre wychowanie? – odparowała po
dłuższym czasie. Nikt z klasy nie śmiał nawet spojrzeć w ich
stronę, każdy robił wyznaczone zadania. – Oh, przepraszam,
głupie pytanie. Nie wiem dlaczego uznajesz zwyczajne podejście do
tablicy za objaw, jak ty to ujęłaś, wazeliniarstwa,
ale wiem, że powinnaś się troszeczkę zastanowić nad swoim
zachowaniem. Dalej, do tablicy! Jak Kuba bogu, tak Bóg Kubie. Ty
jesteś niegrzeczna względem mnie, to i vice versa. Szoruj!
Diana
prychnęła tylko, przewróciła oczami i usiadła w miarę
normalnie. Kobieta zmrużyła oczy i powróciła na swoje miejsce.
-
Zostań po dzwonku – wlepiła z powrotem wzrok w laptop. – Trudy,
w takim razie ty podejdź do tablicy. Nie masz raczej takiego samego
zdania, co nasza szkolna anarchistka, prawda?
Zgrabna
brunetka pokiwała głową w popłochu i drobnym, nerwowym krokiem
podeszła do tablicy interaktywnej. Była tak przerażona, że aż
dostała gęsiej skórki.
O
mamo, pomyślała sobie Leona, czy ja naprawdę jestem aż taka
straszna? No z wyglądu raczej nie, to, że ubieram się elegancko,
raczej nie powinno odstraszać ludzi! Co, bo jestem ruda i nie mam
duszy? Hmpf! Też mi myśle… O rany, nie, tego nie było, to się
wytnie, ja nie mam duszy. No to pomijając ten fakt, przecież
zachowuję się jak człowiek, mam uczucia i je okazuję! To, że
jestem wymagająca, to co innego. Ale przecież nie jestem jedynym
nauczycielem w tej szkole, który wymaga od uczniów uczenia się.
Rudowłosa
zmarszczyła nosek i zdjęła okulary, po czym oparła czoło na
dłoniach.
-
Nie potrafię zrozumieć ludzi – westchnęła i ponownie założyła
okulary.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz