Viktor
stanął przed swoją panią.
-
Leono – odezwał się do niej po imieniu i tonem, jakiego nigdy
wcześniej u niego nie słyszała. – Leo, spójrz na mnie.
Chwycił
jej podbródek, zmuszając rudowłosą do spojrzenia sobie w oczy.
-
Ja wiem, że ty taka nie jesteś. Nie pozwól, żeby gniew zrobił z
ciebie potwora. Nazwisko twojego rodu jest znane wśród innych
wampirów, nie możesz go splamić. Wykonam każdy twój rozkaz, tego
możesz być pewna, ale zanim powiesz coś, czego będziesz potem
niezmiernie żałować, pomyśl dwa razy. Zamieniając się w krwawą
bestię żądną posoki swoich przeciwników, narażasz się na
prześladowanie przez Łowców. Jeden cię wytropi i jeden
doszczętnie zniszczy. Z nimi nie ma żartów. Dlatego zapytam
jeszcze raz – czy jesteś pewna, że mam ich zabić?
-
Sam mówiłeś, że są niebezpieczni – odpowiedziała nadal
bezdusznie – dlaczego mamy pozostawić przy życiu kogoś, kto
stanowi zagrożenie dla… wszystkich?
-
Są dla ciebie ważni. Szczególnie jeden z nich – Matthew St.
Claire.
Wtem
Leona powróciła, otwierając szeroko oczy, tak aby Viktor mógł
widzieć ich szmaragdową barwę. Potrząsnęła głową, poprawiła
okulary na jej drobnym nosku i o mały włos potykając się o własne
nogi, ruszyła w stronę tłumu broniącego przejścia na korytarz.
-
Przepuśćcie mnie! – wzrok całego zespołu zwrócił się w jej
stronę i ustąpili jej miejsca. – Mattie!
Podbiegła
drobnymi kroczkami do perkusisty, który siedział na ziemi
nieruchomo i opierał się plecami o ścianę.
-
Mattie – chwyciła oburącz delikatnie jego twarz i zwróciła ku
swojej. Wyglądał okropnie. Był przemęczony, miał bladą twarz i
spękane usta. Nie miał sił otworzyć nawet oczu i ciężko
oddychał. – Mattie, ocknij się, proszę cię…
Ostrożnie
puściła jego twarz i zaczęła w panice zastanawiać się, co
zrobić.
-
Umm… W przypadku ludzi powinnam podnieść kończyny górne i
dolne, żeby krew dopływała do mózgu i zadzwonić po pogotowie…
Ale on nie jest człowiekiem! W jego żyłach nie płynie krew, a i
zadzwonić na pogotowie nie mogę! Co ja mam zrobić? Pom…móż…cie…
Leona
poczuła się nagle senna. Zaczęła słyszeć niewyraźny śpiew. A
może ktoś, coś tylko nucił?
Good
night, sleep tight, don’t let the dead bite…
Obudziła
się z wrażeniem, jakby przez cały ten czas kiedy spała, wcale nie
oddychała. Jej pierwszy wdech był wręcz agonalny, aż klatka
piersiowa ją zabolała. Oczy miała szeroko otwarte, ale widziała
niewyraźnie, co zmusiło ją do natychmiastowego przymrużenia ich.
Była bezsilna. Nie potrafiła poruszyć żadną kończyną, żadną
częścią swojego ciała. Była zdolna tylko oddychać i mrugać.
Co
się… Gdzie ja jestem? Gdzie są moje okulary? Niczego bez nich nie
widzę! I dlaczego nie mam w ogóle sił? Czekaj, czekaj. Leo, skup
się, co pamiętasz, że się ostatnio zdarzyło? Pamiętam…
Pamiętammm… Zjadłam śniadanie i ubrałam się… W takim razie
dlaczego leżę znów w łóżku? Zemdlałam?
Najwidoczniej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz