Hollywood Undead

środa, 28 maja 2014

Rozdział 19

     Viktor stanął przed swoją panią.
- Leono – odezwał się do niej po imieniu i tonem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie słyszała. – Leo, spójrz na mnie.
  Chwycił jej podbródek, zmuszając rudowłosą do spojrzenia sobie w oczy.
- Ja wiem, że ty taka nie jesteś. Nie pozwól, żeby gniew zrobił z ciebie potwora. Nazwisko twojego rodu jest znane wśród innych wampirów, nie możesz go splamić. Wykonam każdy twój rozkaz, tego możesz być pewna, ale zanim powiesz coś, czego będziesz potem niezmiernie żałować, pomyśl dwa razy. Zamieniając się w krwawą bestię żądną posoki swoich przeciwników, narażasz się na prześladowanie przez Łowców. Jeden cię wytropi i jeden doszczętnie zniszczy. Z nimi nie ma żartów. Dlatego zapytam jeszcze raz – czy jesteś pewna, że mam ich zabić?
- Sam mówiłeś, że są niebezpieczni – odpowiedziała nadal bezdusznie – dlaczego mamy pozostawić przy życiu kogoś, kto stanowi zagrożenie dla… wszystkich?
- Są dla ciebie ważni. Szczególnie jeden z nich – Matthew St. Claire.
  Wtem Leona powróciła, otwierając szeroko oczy, tak aby Viktor mógł widzieć ich szmaragdową barwę. Potrząsnęła głową, poprawiła okulary na jej drobnym nosku i o mały włos potykając się o własne nogi, ruszyła w stronę tłumu broniącego przejścia na korytarz.
- Przepuśćcie mnie! – wzrok całego zespołu zwrócił się w jej stronę i ustąpili jej miejsca. – Mattie!
  Podbiegła drobnymi kroczkami do perkusisty, który siedział na ziemi nieruchomo i opierał się plecami o ścianę.
- Mattie – chwyciła oburącz delikatnie jego twarz i zwróciła ku swojej. Wyglądał okropnie. Był przemęczony, miał bladą twarz i spękane usta. Nie miał sił otworzyć nawet oczu i ciężko oddychał. – Mattie, ocknij się, proszę cię…
  Ostrożnie puściła jego twarz i zaczęła w panice zastanawiać się, co zrobić.
- Umm… W przypadku ludzi powinnam podnieść kończyny górne i dolne, żeby krew dopływała do mózgu i zadzwonić po pogotowie… Ale on nie jest człowiekiem! W jego żyłach nie płynie krew, a i zadzwonić na pogotowie nie mogę! Co ja mam zrobić? Pom…móż…cie…
  Leona poczuła się nagle senna. Zaczęła słyszeć niewyraźny śpiew. A może ktoś, coś tylko nucił?
 
  Good night, sleep tight, don’t let the dead bite…



     Obudziła się z wrażeniem, jakby przez cały ten czas kiedy spała, wcale nie oddychała. Jej pierwszy wdech był wręcz agonalny, aż klatka piersiowa ją zabolała. Oczy miała szeroko otwarte, ale widziała niewyraźnie, co zmusiło ją do natychmiastowego przymrużenia ich. Była bezsilna. Nie potrafiła poruszyć żadną kończyną, żadną częścią swojego ciała. Była zdolna tylko oddychać i mrugać.
  Co się… Gdzie ja jestem? Gdzie są moje okulary? Niczego bez nich nie widzę! I dlaczego nie mam w ogóle sił? Czekaj, czekaj. Leo, skup się, co pamiętasz, że się ostatnio zdarzyło? Pamiętam… Pamiętammm… Zjadłam śniadanie i ubrałam się… W takim razie dlaczego leżę znów w łóżku? Zemdlałam?
Najwidoczniej…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz