Na
innych lekcjach Diana miała więcej szczęścia niż z panią
Murillo. Zachowywała się równie źle na każdej, ale żaden
nauczyciel nie zwrócił na to uwagi. Zgadzali się z nią i
wpatrywali, niczym w obrazek. Cały czas była poddenerwowana.
Chciała zaciągnąć kogoś do toalety i wpić się w jego szyję. O
mało nie zdemaskowała się kiedy jakiś uczeń przeciął sobie
palec o kartkę papieru. Jej kły wydłużyły się wtedy i tylko to,
że zasłoniła się książką, udając zainteresowaną, pozwolił
jej wytrwać do końca lekcji. Musiała się posilić, inaczej może
to się źle skończyć. Mijał już trzeci dzień jak nie piłą
krwi. Czuła się słaba i chora. Nie mogła wysiedzieć w szkole.
Już po pierwszej lekcji wyszła z niej i skierowała się do domu.
Dawniej
promienie padającego na twarz sprawiłyby jej przyjemność, teraz
jednak irytowały i piekły. Pozbawiały ją siły i pogarszały
samopoczucie. Z tego powodu wybrała drogę przez park. Cień drzew
złagodził dyskomfort spowodowany przez słońce.
Jakimś
cudem udało jej się dotrzeć przed drzwi swojego domu. Rzuciła
torbę na podłogę po wejściu do mieszkania. Zauważyła karteczkę
zostawioną na stolę w aneksie kuchennym.
„Krew
jest w lodówce. Powinna starczyć na dwa tygodnie. ”
Zanim
zdążyła się zastanowić, jakim cudem albinos wszedł do
mieszkania, podeszła do lodówki. Tak jak było napisane, znajdowało
się tam sporo porcji ze szkarłatnym płynem. Diana chwyciła
hermetycznie zamknięty woreczek i rozerwała go zębem. Poczuła
ulgę i euforie, kiedy ciecz trafiła na język. Metaliczny smak
ogłupiał młodą wampirzyce. Wypiła jeszcze jedną porcje. Włożyła
dużo wysiłku w powstrzymanie się przed zrobieniem tego i z trzecim
woreczkiem.
Zakręciło
jej się w głowie. Podtrzymała się o blat kuchenny i ścianę
przed upadkiem. Ostatkiem sił dotarła do pokoju i runęła na
łóżko. Żyły paliły ją żywym ogniem. Coś było nie tak z
krwią od Nathaniela. Tylko czemu miał by ją otruć? Nie
dopuszczała do siebie myśli, że może to był ktoś inny.
Instynkt
podpowiedział, że ktoś ją obserwuje. Źrenice przeobraziły się,
niczym u kota patrzącego w światło, w dwie czarne, pionowe kreski.
Szmaragd tęczówek przykrył szkarłat. Działała podświadomie,
niczym dzikie zwierzę. Chciała rzucić się w stronę okna, bo
stamtąd emanowała jakaś moc. Bardzo ciemna i przerażająca siła.
Zobaczyła
tylko kruka podrywającego się do lotu z parapetu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz