Hollywood Undead

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 7


Na innych lekcjach Diana miała więcej szczęścia niż z panią Murillo. Zachowywała się równie źle na każdej, ale żaden nauczyciel nie zwrócił na to uwagi. Zgadzali się z nią i wpatrywali, niczym w obrazek. Cały czas była poddenerwowana. Chciała zaciągnąć kogoś do toalety i wpić się w jego szyję. O mało nie zdemaskowała się kiedy jakiś uczeń przeciął sobie palec o kartkę papieru. Jej kły wydłużyły się wtedy i tylko to, że zasłoniła się książką, udając zainteresowaną, pozwolił jej wytrwać do końca lekcji. Musiała się posilić, inaczej może to się źle skończyć. Mijał już trzeci dzień jak nie piłą krwi. Czuła się słaba i chora. Nie mogła wysiedzieć w szkole. Już po pierwszej lekcji wyszła z niej i skierowała się do domu.
Dawniej promienie padającego na twarz sprawiłyby jej przyjemność, teraz jednak irytowały i piekły. Pozbawiały ją siły i pogarszały samopoczucie. Z tego powodu wybrała drogę przez park. Cień drzew złagodził dyskomfort spowodowany przez słońce.
Jakimś cudem udało jej się dotrzeć przed drzwi swojego domu. Rzuciła torbę na podłogę po wejściu do mieszkania. Zauważyła karteczkę zostawioną na stolę w aneksie kuchennym.



Krew jest w lodówce. Powinna starczyć na dwa tygodnie. ”



Zanim zdążyła się zastanowić, jakim cudem albinos wszedł do mieszkania, podeszła do lodówki. Tak jak było napisane, znajdowało się tam sporo porcji ze szkarłatnym płynem. Diana chwyciła hermetycznie zamknięty woreczek i rozerwała go zębem. Poczuła ulgę i euforie, kiedy ciecz trafiła na język. Metaliczny smak ogłupiał młodą wampirzyce. Wypiła jeszcze jedną porcje. Włożyła dużo wysiłku w powstrzymanie się przed zrobieniem tego i z trzecim woreczkiem.
Zakręciło jej się w głowie. Podtrzymała się o blat kuchenny i ścianę przed upadkiem. Ostatkiem sił dotarła do pokoju i runęła na łóżko. Żyły paliły ją żywym ogniem. Coś było nie tak z krwią od Nathaniela. Tylko czemu miał by ją otruć? Nie dopuszczała do siebie myśli, że może to był ktoś inny.
Instynkt podpowiedział, że ktoś ją obserwuje. Źrenice przeobraziły się, niczym u kota patrzącego w światło, w dwie czarne, pionowe kreski. Szmaragd tęczówek przykrył szkarłat. Działała podświadomie, niczym dzikie zwierzę. Chciała rzucić się w stronę okna, bo stamtąd emanowała jakaś moc. Bardzo ciemna i przerażająca siła.

Zobaczyła tylko kruka podrywającego się do lotu z parapetu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz