Hollywood Undead

środa, 14 maja 2014

Rozdział 1

Przez ciężkie zasłony przedzierały się poranne promienie. Oświetlały nowocześnie urządzony pokój. Dwuosobowe łóżko stało niedaleko okna. Słońce nieznośnie przypominało o swoim istnieniu padając prosto na twarz zielonookiej.
Diana przetarła oczy, starając sobie przypomnieć gdzie jest i co się zdarzyło poprzedniego dnia. Pamiętała jedynie, że poszła się napić do baru. Reszta pozostawiała pustkę w jej głowie. Podniosła się gwałtownie, kiedy zorientowała się, że to nie jest jej pokój. Natychmiast pożałowała tego. Przeszywający ból głowy zmusił ją do ponownego oparcia się na poduszkach. Jęknęła przeciągle. Miała kaca. Suchość w gardle przezwyciężyła łupanie w głowie i powoli rozejrzała się po pomieszczeniu. Dziękowała człowiekowi, który zostawił jej szklankę wody i tabletki przeciwbólowe na stoliku nocnym. Przynajmniej odniosła wrażenie, że przeznaczone są dla niej. Komu innemu miałyby się bardziej przydać? Po chwili, kiedy tabletki zaczęły działać, zsunęła się z łóżka. Jej stopy natrafiły na mięciutkie kapcie.
-Gdyby nie ten kac pomyślałabym, że trafiłam do nieba.- mruknęła do siebie i wyszła z pokoju. Drzwi prowadziły do salonu. Tak jak i sypialnia znajdował się od wschodniej strony. Zlustrowała pomieszczenie, Natrafiła na zegarek na ścianie. Wskazówki uparcie twierdziły ze jest kilka minut po piątej.
Coś zaszeleściło. Dopiero teraz zauważyła kanapę i leżącą na niej osobę. Koc musiał się zsunąć z jego sylwetki, bo teraz znajdował się na podłodze. Diana podeszła i przyjrzała się właścicielowi mieszkania. Miał przydługie włosy o nietypowej, śnieżnobiałej barwie. Jego rysy świadczyły, że miał azjatyckich jak i europejskich przodków. Nie wydawał się dużo starszy od niej.
Dziewczyna podniosła materiał z paneli. Kiedy chciała przykryć chłopaka, ten poderwał się z sofy i przewrócił czarnowłosą na nią, unieruchamiając przy tym. Teraz mogła zobaczyć kolor jego oczu. Był równie niespotykany co jego włosów. Wpatrywał się w nią szkarłatnymi tęczówkami.
-To tylko ty...- powiedział beznamiętnym tonem, po czym puścił Dianę.
-Kim jesteś? Co ja tutaj robię? Co się wczoraj stało?- zaczęła zadawać pytania, nie dając szansy na odpowiedz. Podniosła się do pozycji siedzącej.
-Spokojnie... może nie wszystko naraz. Jestem Nathaniel.- rozsiadł się na kanapie obok niej.- A ty? Dobrze by było znać imię osoby, która spędziła dwa dni u mnie.
-Diana... jak to dwa dni?
-Normalnie... spałaś. Nie dziwie ci się. Nie sądziłem nawet, że tak szybko wstaniesz.
-Spałeś przez ten czas na kanapie? Przepraszam, że sprawiłam kłopot.- zakłopotała się. Nic nie rozumiała, ani nie pamiętała.
-Przywykłem do gorszych warunków, tropiąc takich jak ty teraz.
-Można trochę jaśniej?
-Wampirów.- prawie wypluł to słowo. Gardził tymi stworzeniami.
-Ja nie...- Nathaniel błyskawicznie wyciągnął scyzoryk z kieszeni i naciął sobie dłoń. Diana w odruchu, którego nie mogła powstrzymać, rzuciła się na jego rękę i przyssała do rany.
-Jesteś. Od niedawna, ale jesteś. Ten koleś na imprezie też nim był.
-Jak to był? Da się to wyleczyć?- albinos wybuchł śmiechem i wyrwał dłoń.
-Oczywiście, że nie.- uspokoił się i spojrzał na nią z powagą.-...chyba, że uznasz zamianę w proch jako ozdrowienie. W końcu ten facet już nikogo nie ugryzie.
-Jesteś mordercą!- podniosła głos i odsunęła od niego na kraniec sofy.
-Nie zabijam ludzi.- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Ziewnął zasłaniając sobie usta dłonią. Spojrzał na zegarek i ze zgrozą przeniósł wzrok na dziewczynę.- Kobieto... kto wstaje tak wcześnie? Zresztą nieważne... Na pewno nie ja. Czuj się jak u siebie. Tylko nie radze wychodzić.- po tych słowach zniknął za drzwiami prowadzącymi do sypialni. Po chwili ruszyła za nim. Była jeszcze jedna sprawa, która nie mogła poczekać.
-Masz może...- jej oczom ukazał się widok pół nagiego Nathaniela. Jego koszulka była rzucona na szafkę nocną.-...szlugi?- dokończyła słabo i zagryzła wargę. Nie był napakowany, ale też nie cherlawy. Miał wyrzeźbione mięśnie brzucha. Chciała podejść i sprawdzić czy są takie twarde na jakie wyglądają.
-Na szafce w kuchni. Popielniczka też tam jest. Otwórz tylko okno.- odpowiedział jak gdyby nic się nie stało i położył się w samych bokserkach do łóżka.
Poszła we wskazane miejsce. Musiała najpierw sobie to wszystko poukładać. Rzeczy znajdowały się na swoim miejscu, więc nie zajęło dziewczynie długo zajęcie miejsca przy kuchennym stole. Z papierosem w ustach zaczęła, w myślach przetwarzać wszystko co dowiedziała się w tej nader krótkiej rozmowie.
Tylko ja to możliwe, że jest wampirem? Nigdy nie wierzyła w nadnaturalne rzeczy, a teraz okazało się, że jest częścią tego świata. Nie czuła się jakoś inaczej. Dalej chciało jej się jeść i pić. Dogasiła fajkę i postanowiła zaspokoić swoje pragnienie. Zaglądanie do lodówki wydawało jej się nieodpowiednie. Z przeszklonej szafki wyciągnęła szklankę i uzupełniła ją wodą z kranu. Opróżniła jednym haustem zawartość naczynia i napełniła je ponownie. Za trzecim razem zrobiło jej się niedobrze. Picie nie pomogło w zwalczeniu nieprzyjemnego uczucia. Przypomniało jej się uczucie, kiedy Nathaniel rozciął sobie dłoń. Było ono obezwładniające tak jak... Nie potrafiła sobie przypomnieć. Odpowiedz znajdowała się na skraju jej świadomości, ale im bardziej starała sobie przypomnieć, tym bardziej ona ulatywała i oddalała się.
Diana nie była w stanie dalej wysiedzieć w miejscu. Wstała i przeszła się po kuchni. Nie wiedziała czemu jeszcze jest w tym domu. Przecież mogłaby w każdej chwili stąd wyjść.
Upewniła się czy albinos śpi. Ciche pochrapywanie dochodzące z sypialni utwierdziło ją w tym fakcie.
Nie było jej dane jednak wydostać się z mieszkania przez drzwi frontowe. Były zamknięte na klucz. Nie ostudziło to jej zapału. Pozostawał jeszcze balkon.
Prawie pobiegła w tamtą stronę. Dziwnie się czuła łamiąc zakaz, wydany przez Nathaniela. Był dla niej nieznajomym. Tylko intrygującym obcym człowiekiem. Ale właśnie ta jego aura sprawiała, że miała wyrzuty sumienia. Zawsze olewała wszystkie problemy i ludzi. Myślała, że się ich pozbyła.
Oceniła wysokość z balkonu na ziemie. Mieszkanie było na pierwszym piętrze. Mogłaby się trochę uszkodzić skacząc. Wolała zaryzykować. Przełożyła jedną nogę przez barierkę.
-Wybierasz się gdzieś?- zaspany głos Nathaniela rozbrzmiał za jej plecami.-Mówiłem, że nie wolno ci wychodzić!- dało się usłyszeć nutkę wyrzutu w jego słowach.
-Naprawdę uważałeś, że nie spróbuje?
-Właź do domu.- rozkazał albinos, tonem nieznoszącym sprzeciwu.- Słuchaj... Nie jesteś jeszcze w pełni sił. Nie możesz wychodzić na słońce. Nie przeszłabyś nawet 10 metrów.
-Czemu tak się tym przejmujesz? Jesteś łowcą z tego co zrozumiałam, więc czemu mnie nie zabiłeś od razu?- wrócili do kuchni. Diana znowu musiała zapalić. Do tego jej „głód” nasilał się z każdą chwilą.
-Nie sprawiałaś jeszcze problemów. Musze przestrzegać pewnych zasad jako łowca. Jedną z nich jest, że likwidować mogę tylko tych, którzy zaatakowali ludzi.
-Ale to nie znaczy, że musisz mnie niańczyć...
-Jeśli bym cie tam zostawił to prędzej czy później zabiłabyś kogoś by się pożywić.- jego obojętność w głosie zaczynała irytować dziewczynę. Nie można było wyczytać absolutnie żadnej emocji, ani z jego twarzy, ani z tonu. Był niczym marmurowy posąg.
-Umm... Co do żywienia się... Jestem trochę głodna. Mogę jeszcze jeść normalne rzeczy?
-Możesz, ale nie nasycisz się nimi.- podszedł do lodówki i wyciągnął z niej ser i masło. Zrobił sporo kanapek i ustawił je na talerzu. Usiadł na miejscu naprzeciwko Diany.- Potem wyjdę i załatwię ci to co trzeba.- jego wyraz twarzy zmienił się. WKOŃCU! Pomyślała dziewczyna. Chociaż wolałaby, żeby nie było to zniesmaczenie.
-A ja mam do tego czasu...? Co ja mam do cholery robić do tego czasu.
-Jeść...- podsunął talerz na którym zostały zaledwie dwie kromki.
-Jak na tak szczupłego faceta jesz dość dużo.- odezwała się kąśliwie, ale wzięła jedną z kanapek i zaczęła powoli jeść.
-Muszę mieć siłę uganiać się za degeneratami podziemia.- Cały czas zgrabnie ubierał słowa tak, by nie wypowiadać słów związanych z wampirami i innymi stworzeniami zabijającymi ludzi.
-A wilkołaki? Albo inne dziwne stworzenia? Też istnieją?
-A ty znowu zadajesz masę pytań naraz. Poza krwiopijcami są też te pchlarze, driady i demony. Z tymi ostatnimi nie mam zazwyczaj styczności.
-To prawda, że wilkołaki zmieniają się podczas pełni tylko?- dopytywała się dalej. Jeśli ma być częścią ego świata postanowiła wiedzieć o nim więcej.
-Nie, mogą zmienić się w każdej chwili. W pełni szczeniaki przemieniają się pierwszy raz. Mają też trudności podczas pełni, żeby się kontrolować. Nie zdążyła zadać kolejnego pytania, bo Nathaniela ją ubiegł w odpowiedzi:
-Driady mieszkają tylko w lasach, nie spotkasz ich i nie musisz nic o nich wiedzieć.
Zapadła cisza. Żadne nie miało nic do powiedzenia. To wszystko wydawało się snem dla Diany. Będzie potrzebowała sporo czasu, żeby się z tym oswoić.
-Niech stracę...- odezwał się po długim czasie albinos i sięgnął po swój nóż sprężynowy. Teraz Diana mogła się mu lepiej przyjrzeć. Wcześniej była zbyt zaspana i zagubiona, więc pomyliła go ze scyzorykiem. Nathaniel zaczął się nim bawić, otwierając i zamykając go na przemian.- Chcesz?- wskazał na ranę, która zdążyła się już prawie zasklepić.
-Jak...? To znaczy, czemu już prawie nie widać rany?
-Chcesz czy nie?- dziewczyna kiwnęła głową. Natychmiast poczuła zapach krwi. Jej kły wydłużyły się, przez co poraniła sobie wargi. Zapomniała o tym kiedy jej usta dotknęły skóry chłopaka, a na języku znalazła się jego krew. Zapomniała o wszystkim. Przestało się liczyć wszystko. Obezwładniające uczucie pochłonęło ją. Wgryzła się w rękę, ale ta natychmiast przestała znajdować się w zasięgu jej ust.
Nathaniel spoglądał na nią spod przymkniętych powiek. Wyglądał na pianego. Uśmieszek błąkał się na jego ustach. Była to miła odmiana, ale nie trwała długo. Już chwile później ponownie przybrał na twarz bezuczuciową maskę.
-Nie przyzwyczajaj się tylko. Nie będziesz się, żywić na ludziach.
Resztę dnia spędzili nie rozmawiając, że sobą prawie wcale. Jedyne zajęcie Diany było rysowanie. Udało jej się przekonać albinosa by przyniósł parę rzeczy z jej mieszkania. Między innymi rysownik. Nie przejmowała się, rodzicami. Mieszkała sama w kawalerce.

Nathaniel dał jej wieczorem porcje krwi. Tym razem była z hermetycznego opakowania. Dziewczyna nie dopytywała skąd ją wziął. Nie smakowała tak jak albinosa, ale musiała się tym zadowolić. Przynajmniej przez jakiś czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz