Przez
ciężkie zasłony przedzierały się poranne promienie. Oświetlały
nowocześnie urządzony pokój. Dwuosobowe łóżko stało niedaleko
okna. Słońce nieznośnie przypominało o swoim istnieniu padając
prosto na twarz zielonookiej.
Diana
przetarła oczy, starając sobie przypomnieć gdzie jest i co się
zdarzyło poprzedniego dnia. Pamiętała jedynie, że poszła się
napić do baru. Reszta pozostawiała pustkę w jej głowie. Podniosła
się gwałtownie, kiedy zorientowała się, że to nie jest jej
pokój. Natychmiast pożałowała tego. Przeszywający ból głowy
zmusił ją do ponownego oparcia się na poduszkach. Jęknęła
przeciągle. Miała kaca. Suchość w gardle przezwyciężyła
łupanie w głowie i powoli rozejrzała się po pomieszczeniu.
Dziękowała człowiekowi, który zostawił jej szklankę wody i
tabletki przeciwbólowe na stoliku nocnym. Przynajmniej odniosła
wrażenie, że przeznaczone są dla niej. Komu innemu miałyby się
bardziej przydać? Po chwili, kiedy tabletki zaczęły działać,
zsunęła się z łóżka. Jej stopy natrafiły na mięciutkie
kapcie.
-Gdyby
nie ten kac pomyślałabym, że trafiłam do nieba.- mruknęła do
siebie i wyszła z pokoju. Drzwi prowadziły do salonu. Tak jak i
sypialnia znajdował się od wschodniej strony. Zlustrowała
pomieszczenie, Natrafiła na zegarek na ścianie. Wskazówki uparcie
twierdziły ze jest kilka minut po piątej.
Coś
zaszeleściło. Dopiero teraz zauważyła kanapę i leżącą na niej
osobę. Koc musiał się zsunąć z jego sylwetki, bo teraz znajdował
się na podłodze. Diana podeszła i przyjrzała się właścicielowi
mieszkania. Miał przydługie włosy o nietypowej, śnieżnobiałej
barwie. Jego rysy świadczyły, że miał azjatyckich jak i
europejskich przodków. Nie wydawał się dużo starszy od niej.
Dziewczyna
podniosła materiał z paneli. Kiedy chciała przykryć chłopaka,
ten poderwał się z sofy i przewrócił czarnowłosą na nią,
unieruchamiając przy tym. Teraz mogła zobaczyć kolor jego oczu.
Był równie niespotykany co jego włosów. Wpatrywał się w nią
szkarłatnymi tęczówkami.
-To
tylko ty...- powiedział beznamiętnym tonem, po czym puścił Dianę.
-Kim
jesteś? Co ja tutaj robię? Co się wczoraj stało?- zaczęła
zadawać pytania, nie dając szansy na odpowiedz. Podniosła się do
pozycji siedzącej.
-Spokojnie...
może nie wszystko naraz. Jestem Nathaniel.- rozsiadł się na
kanapie obok niej.- A ty? Dobrze by było znać imię osoby, która
spędziła dwa dni u mnie.
-Diana...
jak to dwa dni?
-Normalnie...
spałaś. Nie dziwie ci się. Nie sądziłem nawet, że tak szybko
wstaniesz.
-Spałeś
przez ten czas na kanapie? Przepraszam, że sprawiłam kłopot.-
zakłopotała się. Nic nie rozumiała, ani nie pamiętała.
-Przywykłem
do gorszych warunków, tropiąc takich jak ty teraz.
-Można
trochę jaśniej?
-Wampirów.-
prawie wypluł to słowo. Gardził tymi stworzeniami.
-Ja
nie...- Nathaniel błyskawicznie wyciągnął scyzoryk z kieszeni i
naciął sobie dłoń. Diana w odruchu, którego nie mogła
powstrzymać, rzuciła się na jego rękę i przyssała do rany.
-Jesteś.
Od niedawna, ale jesteś. Ten koleś na imprezie też nim był.
-Jak
to był? Da się to wyleczyć?- albinos wybuchł śmiechem i wyrwał
dłoń.
-Oczywiście,
że nie.- uspokoił się i spojrzał na nią z powagą.-...chyba, że
uznasz zamianę w proch jako ozdrowienie. W końcu ten facet już
nikogo nie ugryzie.
-Jesteś
mordercą!- podniosła głos i odsunęła od niego na kraniec sofy.
-Nie
zabijam ludzi.- powiedział jakby to była najbardziej oczywista
rzecz pod słońcem. Ziewnął zasłaniając sobie usta dłonią.
Spojrzał na zegarek i ze zgrozą przeniósł wzrok na dziewczynę.-
Kobieto... kto wstaje tak wcześnie? Zresztą nieważne... Na pewno
nie ja. Czuj się jak u siebie. Tylko nie radze wychodzić.- po tych
słowach zniknął za drzwiami prowadzącymi do sypialni. Po chwili
ruszyła za nim. Była jeszcze jedna sprawa, która nie mogła
poczekać.
-Masz
może...- jej oczom ukazał się widok pół nagiego Nathaniela. Jego
koszulka była rzucona na szafkę nocną.-...szlugi?- dokończyła
słabo i zagryzła wargę. Nie był napakowany, ale też nie
cherlawy. Miał wyrzeźbione mięśnie brzucha. Chciała podejść i
sprawdzić czy są takie twarde na jakie wyglądają.
-Na
szafce w kuchni. Popielniczka też tam jest. Otwórz tylko okno.-
odpowiedział jak gdyby nic się nie stało i położył się w
samych bokserkach do łóżka.
Poszła
we wskazane miejsce. Musiała najpierw sobie to wszystko poukładać.
Rzeczy znajdowały się na swoim miejscu, więc nie zajęło
dziewczynie długo zajęcie miejsca przy kuchennym stole. Z
papierosem w ustach zaczęła, w myślach przetwarzać wszystko co
dowiedziała się w tej nader krótkiej rozmowie.
Tylko
ja to możliwe, że jest wampirem? Nigdy nie wierzyła w nadnaturalne
rzeczy, a teraz okazało się, że jest częścią tego świata. Nie
czuła się jakoś inaczej. Dalej chciało jej się jeść i pić.
Dogasiła fajkę i postanowiła zaspokoić swoje pragnienie.
Zaglądanie do lodówki wydawało jej się nieodpowiednie. Z
przeszklonej szafki wyciągnęła szklankę i uzupełniła ją wodą
z kranu. Opróżniła jednym haustem zawartość naczynia i napełniła
je ponownie. Za trzecim razem zrobiło jej się niedobrze. Picie nie
pomogło w zwalczeniu nieprzyjemnego uczucia. Przypomniało jej się
uczucie, kiedy Nathaniel rozciął sobie dłoń. Było ono
obezwładniające tak jak... Nie potrafiła sobie przypomnieć.
Odpowiedz znajdowała się na skraju jej świadomości, ale im
bardziej starała sobie przypomnieć, tym bardziej ona ulatywała i
oddalała się.
Diana
nie była w stanie dalej wysiedzieć w miejscu. Wstała i przeszła
się po kuchni. Nie wiedziała czemu jeszcze jest w tym domu.
Przecież mogłaby w każdej chwili stąd wyjść.
Upewniła
się czy albinos śpi. Ciche pochrapywanie dochodzące z sypialni
utwierdziło ją w tym fakcie.
Nie
było jej dane jednak wydostać się z mieszkania przez drzwi
frontowe. Były zamknięte na klucz. Nie ostudziło to jej zapału.
Pozostawał jeszcze balkon.
Prawie
pobiegła w tamtą stronę. Dziwnie się czuła łamiąc zakaz,
wydany przez Nathaniela. Był dla niej nieznajomym. Tylko
intrygującym obcym człowiekiem. Ale właśnie ta jego aura
sprawiała, że miała wyrzuty sumienia. Zawsze olewała wszystkie
problemy i ludzi. Myślała, że się ich pozbyła.
Oceniła
wysokość z balkonu na ziemie. Mieszkanie było na pierwszym
piętrze. Mogłaby się trochę uszkodzić skacząc. Wolała
zaryzykować. Przełożyła jedną nogę przez barierkę.
-Wybierasz
się gdzieś?- zaspany głos Nathaniela rozbrzmiał za jej
plecami.-Mówiłem, że nie wolno ci wychodzić!- dało się usłyszeć
nutkę wyrzutu w jego słowach.
-Naprawdę
uważałeś, że nie spróbuje?
-Właź
do domu.- rozkazał albinos, tonem nieznoszącym sprzeciwu.-
Słuchaj... Nie jesteś jeszcze w pełni sił. Nie możesz wychodzić
na słońce. Nie przeszłabyś nawet 10 metrów.
-Czemu
tak się tym przejmujesz? Jesteś łowcą z tego co zrozumiałam,
więc czemu mnie nie zabiłeś od razu?- wrócili do kuchni. Diana
znowu musiała zapalić. Do tego jej „głód” nasilał się z
każdą chwilą.
-Nie
sprawiałaś jeszcze problemów. Musze przestrzegać pewnych zasad
jako łowca. Jedną z nich jest, że likwidować mogę tylko tych,
którzy zaatakowali ludzi.
-Ale
to nie znaczy, że musisz mnie niańczyć...
-Jeśli
bym cie tam zostawił to prędzej czy później zabiłabyś kogoś by
się pożywić.- jego obojętność w głosie zaczynała irytować
dziewczynę. Nie można było wyczytać absolutnie żadnej emocji,
ani z jego twarzy, ani z tonu. Był niczym marmurowy posąg.
-Umm...
Co do żywienia się... Jestem trochę głodna. Mogę jeszcze jeść
normalne rzeczy?
-Możesz,
ale nie nasycisz się nimi.- podszedł do lodówki i wyciągnął z
niej ser i masło. Zrobił sporo kanapek i ustawił je na talerzu.
Usiadł na miejscu naprzeciwko Diany.- Potem wyjdę i załatwię ci
to co trzeba.- jego wyraz twarzy zmienił się. WKOŃCU!
Pomyślała
dziewczyna. Chociaż wolałaby, żeby nie było to zniesmaczenie.
-A
ja mam do tego czasu...? Co ja mam do cholery robić do tego czasu.
-Jeść...-
podsunął talerz na którym zostały zaledwie dwie kromki.
-Jak
na tak szczupłego faceta jesz dość dużo.- odezwała się
kąśliwie, ale wzięła jedną z kanapek i zaczęła powoli jeść.
-Muszę
mieć siłę uganiać się za degeneratami podziemia.- Cały czas
zgrabnie ubierał słowa tak, by nie wypowiadać słów związanych z
wampirami i innymi stworzeniami zabijającymi ludzi.
-A
wilkołaki? Albo inne dziwne stworzenia? Też istnieją?
-A
ty znowu zadajesz masę pytań naraz. Poza krwiopijcami są też te
pchlarze, driady i demony. Z tymi ostatnimi nie mam zazwyczaj
styczności.
-To
prawda, że wilkołaki zmieniają się podczas pełni tylko?-
dopytywała się dalej. Jeśli ma być częścią ego świata
postanowiła wiedzieć o nim więcej.
-Nie,
mogą zmienić się w każdej chwili. W pełni szczeniaki
przemieniają się pierwszy raz. Mają też trudności podczas pełni,
żeby się kontrolować. Nie zdążyła zadać kolejnego pytania, bo
Nathaniela ją ubiegł w odpowiedzi:
-Driady
mieszkają tylko w lasach, nie spotkasz ich i nie musisz nic o nich
wiedzieć.
Zapadła
cisza. Żadne nie miało nic do powiedzenia. To wszystko wydawało
się snem dla Diany. Będzie potrzebowała sporo czasu, żeby się z
tym oswoić.
-Niech
stracę...- odezwał się po długim czasie albinos i sięgnął po
swój nóż sprężynowy. Teraz Diana mogła się mu lepiej
przyjrzeć. Wcześniej była zbyt zaspana i zagubiona, więc pomyliła
go ze scyzorykiem. Nathaniel zaczął się nim bawić, otwierając i
zamykając go na przemian.- Chcesz?- wskazał na ranę, która
zdążyła się już prawie zasklepić.
-Jak...?
To znaczy, czemu już prawie nie widać rany?
-Chcesz
czy nie?- dziewczyna kiwnęła głową. Natychmiast poczuła zapach
krwi. Jej kły wydłużyły się, przez co poraniła sobie wargi.
Zapomniała o tym kiedy jej usta dotknęły skóry chłopaka, a na
języku znalazła się jego krew. Zapomniała o wszystkim. Przestało
się liczyć wszystko. Obezwładniające uczucie pochłonęło ją.
Wgryzła się w rękę, ale ta natychmiast przestała znajdować się
w zasięgu jej ust.
Nathaniel
spoglądał na nią spod przymkniętych powiek. Wyglądał na
pianego. Uśmieszek błąkał się na jego ustach. Była to miła
odmiana, ale nie trwała długo. Już chwile później ponownie
przybrał na twarz bezuczuciową maskę.
-Nie
przyzwyczajaj się tylko. Nie będziesz się, żywić na ludziach.
Resztę
dnia spędzili nie rozmawiając, że sobą prawie wcale. Jedyne
zajęcie Diany było rysowanie. Udało jej się przekonać albinosa
by przyniósł parę rzeczy z jej mieszkania. Między innymi
rysownik. Nie przejmowała się, rodzicami. Mieszkała sama w
kawalerce.
Nathaniel
dał jej wieczorem porcje krwi. Tym razem była z hermetycznego
opakowania. Dziewczyna nie dopytywała skąd ją wziął. Nie
smakowała tak jak albinosa, ale musiała się tym zadowolić.
Przynajmniej przez jakiś czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz