Hollywood Undead

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 12

     Ogromny gmach willi, otaczany żelaznym płotem i idealnie przystrzyżonym, zielonym żywopłotem, robił na Matthew wrażenie.
- Nie wiem jak to możliwe, że taka młoda kobieta jak ty mogła sobie pozwolić na taką chatę, ale definitywnie… szacun dla ciebie – stwierdził, przechodząc wzdłuż płotu pod rękę z Leoną.
  Rudowłosa zachichotała tylko przez zaciśnięte zęby. ‘Młoda’ - jak to słowo pięknie brzmi!
- W tym domu mój ród mieszkał od pokoleń, nie zmieniałam w nim zbyt wielu rzeczy. Kilka remontów tu i ówdzie, trochę przestawiania i w ogóle kupowania nowych mebli. No, i oczywiście pozbycie się starych, oddając je do muzeów.
  Zatrzymali się przed bramą. Oboje spojrzeli się przez bramę na piękną drobną fontannę, stojącą na małym podeście. Była wykonana z jasnego alabastru i przedstawiała nagą kobietę z wyciągniętą na bok ręką i skierowaną ku niej głowie. Na palcu dłoni wyciągniętej ręki siedział drobniutki ptaszek. Pod pachą luźno ułożonej wzdłuż ciała drugiej kończyny górnej, znajdował się przechylony w dół dzban, z którego sączyła się spokojnie woda i oblewała kobietę od pasa w dół. Na krawędziach ośmiokątnej podstawy widniały drobne rybki, a z ich pyszczków wytryskiwały strumyczki wody.
- Robi wrażenie – westchnął czarnowłosy.
- Prawda?
  Głosy obu robiły się coraz cichsze i wypełniały się smutkiem.
- Swoją drogą… - puścił jej rękę i zerknął jej w oczy. – Mógłbym prosić o numer telefonu?
- A… ależ oczywiście! – wyjąkała. – Tyle, że nie mam go gdzie… Viktorze!
  Staruszek zmaterializował się za plecami Matta, a ten jak porażony piorunem obrócił się w jego stronę. Jak on się tutaj znalazł? W ogóle kroków nie było słychać! Kolejny nieludź?
- Tak, pani?
- Przynieś mi coś do pisania i coś, na czym będę mogła pisać.
  Rozpłynął się, pozostawiając po sobie iluzyjny, czarny pył, a towarzysz Leony wytrzeszczył tylko oczy i wskazał kciukiem na miejsce, gdzie przed chwilą widział starszego mężczyznę. Wyraz jego twarzy zadawał nieme pytanie.
- Kim on jest? To mój wierny lokaj, Viktor. – wyciągnęła tylko dłoń na bok, a na niej zjawiła się kartka wraz z wiecznym piórem. – Coś taki zdziwiony?
  Matthew potrząsnął tylko głową i pozbył się głupkowatej miny.
- No tak… Jestem już tak przyzwyczajona do jego umiejętności, że wciąż zapominam, o tym, że ludzie źle na nie reagują. Ale… Viktorze?
- Tak, pani?
- Przecież ty przy ludziach nie korzystasz ze swoich mocy… - napisała swój numer, podpisała się imieniem i nazwiskiem i złożyła karteczkę na pół.
- Dobrze pani to ujęła – przy ludziach.
  Matthew obrzucił lokaja gniewnym wzrokiem, a ten się tylko tajemniczo uśmiechnął. Leona tego nie zauważyła, stał za nią.
- Coś nie tak, Mattie? – spytała się troskliwie z niewinną miną. – Wyglądasz na złego, coś się stało?
  Podała mu kawałek papieru.
- Nie, wszystko jest ok – odburknął.
  Widzę przecież, że nie. Vik musiał coś powiedzieć. Coś co jemu się definitywnie nie spodobało.
- Matt…
  Mężczyzna podniósł wzrok z chodnika. Leona ucałowała go w szorstki od zarostu policzek.
- Dziękuję za dobrze spędzone popołudnie.
- Nie ma za co, aniele – uśmiechnął się szarmancko.
  Odwzajemniła uśmiech. Słodziak z niego, pomyślała sobie, wie jak wywołać u mnie rumieńce. Co prawda daleko mi do bycia Aniołem, ale wcale ładnie to brzmi, kiedy ktoś, kto ci się podoba, mówi w ten sposób do ciebie. I ten głos… Boże, jeśli istniejesz – spraw, żeby ten mężczyzna pozostał ze mną na wieki!
  Pożegnawszy się, Matthew obrócił się na pięcie, kierując się z powrotem w stronę zatłoczonych ulic miasta. Zastanawiał się, czy Leona zrozumiała, co Viktor o nim powiedział. Mam szczerą nadzieję, że nie… W ogóle skąd ten stary piernik wiedział, że nie jestem człowiekiem? Jeszcze się nigdy z kimś takim nie spotkałem, żeby mi wytykał bycie nieludziem!
  Zacisnąwszy pięść, poczuł, że coś zgniata. Wyciągnął dłoń przed siebie, leżała na niej karteczka. Rozłożył ją. Napis wyglądał przepięknie, kaligrafia opanowana do perfekcji, ale to, co było tam napisane, sprawiło, że humor Matta się zmienił diametralnie.
Leona Murillo
  Nie może być…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz