- …Nie chcę wyjść teraz na jakiegoś bezdusznego – zrezygnowali z szeptania – ale… Sama chciałaś usłyszeć wszystko, co J miał do powiedzenia. Ostrzegałem cię nawet, żebyś z nim nie zadzierała, ten facet nie ma skrupułów.
Jorel parsknął i potaknął.
- A ja musiałam się o tym przekonać na własnej skórze – Leona podniosła spokojnym ruchem głowę i pustym wzrokiem spojrzała się na szyderczo uśmiechającego się Włocha. – Jednak nie mam z tym problemu, Matthew. Gdybym tylko chciała, skinęłabym małym paluszkiem i tym rozkazała mojemu lokajowi wypruć tu wszystkim flaki i powiesić na własnych jelitach. Przed tym jeszcze jednak powyrywać paznokcie i zęby. Po kolei i tak żeby bolało. Za całą krzywdę wyrządzoną moim ludziom – oczy rudowłosej przybrały czarny kolor, a w jej wargę zaczęły się lekko wbijać kły. – Szczególnie kazałabym ciebie, Jorelu Decker, stratować w taki sposób abyś cierpiał z was wszystkich najbardziej. Żebyś poczuł ten ból, którego nie doświadczyłeś nigdy wcześniej.
Bezduszność Leony zabolała Matta. „Wszystkich”, pomyślał, czyli w tym i mnie…
- Dobrze wiedzieć, że znaczę dla ciebie tyle, co nic – uśmiechnął się nieszczerze i z rękoma skrzyżowanymi na piersi wyszedł z pomieszczenia. Charlie powiódł za nim wzrokiem.
- Wprowadzić Mattiego w taki stan? – pomyślał na głos. Spoważniał. Przykucnął przed Leoną i położył dłonie na jej kolanach.
- Nie dotykaj mnie – jej głos był chłodny i pozbawiony wszelkich pozytywnych emocji.
Podniósł dłonie i oparł tym razem na swoich udach.
- Słuchaj ślicznotko – przemówił bardzo poważnym tonem – masz na naszego przyjaciela ogromny wpływ. Jeśli to spier… Ekhem, jeśli coś się mu stanie, to wiedz, że cała wina pójdzie na ciebie i wtedy nie ręczę za siebie. Nie ręczę za żadnego z nas. Znajdziemy cię nie ważne, jak daleko będziesz uciekać.
- Viktor też was znajdzie – sparowała niewzruszona słowami Jordona – nie bój żaby.
- W takim razie ujmę to inaczej. Zależy ci na Mattiem?
Twarz Leony ani nie drgnęła. Wszyscy czekali na odpowiedź. Nie doczekali się.
- Zadam to pytanie jeszcze raz. Leo…
- Jesteś pewien, że zadajesz to pytanie właściwej osobie? – tajemniczy uśmiech pojawił się na ustach Viktora, który dotychczas niewiele się odzywał.
Charlie przyjrzał się dokładniej kobiecie. Nie zauważył niczego, więc z powrotem zerknął na lokaja, po czym ten palcem wskazał na własne oko. Ponowne przeanalizowanie stanu Leony. Wszystko było na swoim miejscu, tylko jej oczy były… obce.
Jordon wstał gwałtownie, aż mu w kolanach strzyknęło.
- Matt! – ruszył w stronę wyjścia energicznym krokiem. Wychylił wyłącznie głowę i momentalnie obrócił się w stronę reszty. – Jorel? Można na słówko?
- Mhm… – zerknął nieufnie na Viktora, po czym podszedł do swojego przyjaciela.
- Zanim tam spojrzysz… - Jordon położył dłonie na barkach J-Doga. – Czy kiedykolwiek widziałeś… Prawidziwe ja Mattiego?
Wszyscy wytrzeszczyli oczy na Charliego, po czym podbiegli w stronę wyjścia i wpadli na korytarz.
-… Ale czego ty się spodziewałeś!? – dobiegł ich z drugiego końca korytarza głos Matta. Był bardziej chrapliwy, jak zawsze. Bardziej demoniczny. – Że ona ciebie zechce!? Takiego nieudacznika, jak ty!?
- Ja? Nieudacznikiem? – nagle jego barwa głosu złagodniał, a ton głosu był bliski płaczu. – A co ja takiego zrobiłem, że nazywasz mnie nieudacznikiem?
- Nawet nie potrafisz zadbać, o kogoś, na kim ci zależy!
- Ale kiedy…
- Nie wciskaj mi kitu, że ona ciebie nie obchodzi! Chcesz, żeby zwróciła na ciebie uwagę!?
- No t… tak.
- Chcesz, żeby i jej zależało na tobie!?
- Mhm…
- No to weź się kurwa w garść i bądź mężczyzną! Widziałeś w jakim jest stanie! To nawet nie jest ta kobieta, do której coś czujesz!
- Ale…!
- Żadnych „ale”! Nie oszukuj się!
Nagle Matthew skulił się niby z bólu, łapiąc się za twarz i krzyknął przeciągle. Zupełnie jakby trzy osoby na raz się rozdarły. A na korytarzu stała jedna.
- DOŚĆ! DOŚĆ TEGO!
Obrócił się w stronę swoich przyjaciół. Oniemieli. Twarz Matthew była przedzielona na dwie równe części. Lewa strona jego twarzy była blada, a wyraz tej części twarzy był smutny, wręcz przerażony. Prawa zaś wyglądała jakby była obdarta ze skóry, a widniała na niej wściekłość.
Nagle lewa część stłukła się niczym porcelana, ukazując całą furię. Sekundę po tym, całą twarz pokryła biała maska.
- WYNOŚCIE SIĘ Z MOJEJ GŁOWY! – Matt ponownie chwycił się za twarz, roztrzaskując maskę w jednej dłoni. Pociekła krew.
Danielem emocje szargały najmocniej. Był przerażony tym widokiem. Już chciał ruszyć na pomoc swojemu przyjacielowi, kiedy Dylan silnie złapał go za rękę.
- Puszczaj, chcę mu pomóc!
- A skąd wiesz, co się stanie jak do niego podejdziesz? Widzisz, co się z nim teraz dzieje? W jakim jest stanie psychicznym?
- Nie skłamałbym, gdybym powiedział, że został obarczony najcięższym brzemieniem z nas wszystkich – wtrącił swoje zdanie George. – My… okiełznaliśmy swoje demony dawno temu…
- My posiadamy jednego wewnętrznego demona – przerwał mu Jorel. – Matt walczy z dwoma.
- I sam ze sobą – dodał Charlie.
***
Jeśli ktokolwiek to czyta, to miło byłoby dostać jakikolwiek znak. Wrzucanie w pustkę nie jest jakoś wielce fascynujące ._.
Jeśli ktokolwiek to czyta, to miło byłoby dostać jakikolwiek znak. Wrzucanie w pustkę nie jest jakoś wielce fascynujące ._.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz