Szkolny
dzwonek zadzwonił, idealna pani Murillo szła szybkim krokiem przez
korytarz. Przerażający dźwięk stukania obcasa o kafelki wzdrygał
wszystkimi uczniami. Prawie wszystkimi.
-
Panno Ellson! – jej zimny jak lód i kłujący w uszy głos
rozbrzmiał echem po korytarzu.
Diana
nie zwróciła nawet na nią uwagi, tak jak stała i oglądała
paznokcie, żując truskawkową gumę do żucia, tak nadal to robiła.
Zignorowała nauczycielkę całkowicie. Ci, którzy byli świadkami
tego zachowania, czyli praktycznie cały hol uczniów, wiedzieli, co
się z Dianą stanie. Brunetka ziewnęła i raczyła po jakichś
dwóch minutach w końcu poświęcić swój jakże cenny czas
nauczycielce. Nauczycielce, która cały czas zabijała ją wzrokiem.
Gniew, wściekłość i irytację wypełniające jej oczy ani myślała
okazać gdziekolwiek indziej na twarzy. Leona zachowywała kamienną
twarz.
-
Panno Ellson… - powtórzyła lodowatym tonem, zamykając oczy i
poprawiając okulary na jej drobnym, zadartym nosku.
-
Tak, tak… Już nie musisz się tak wysilać – przerwała jej
swoim typowym, olewającym wszystko i wszystkich głosem, Diana. –
Jeszcze coś się stanie twoim strunom głosowym, co wtedy? Eh… Tak
pani Murillo, już idę do dyrka, bo przecież on beze mnie nie może
spokojnie żyć, prawda?
Poprawiła
swoją nową, niedawno nabytą torbę na ramieniu, a reszta uczniów
ze zgrozą patrzyła na rówieśniczkę. Ani im się śni zrobić tak
samo, postawienie się pani Murillo równa się wypisaniu sobie
samemu wyroku śmierci. Szatynka wpatrując się beznamiętnie w oczy
gotującej się wewnątrz rudowłosej nauczycielki, zrobiła balona z
gumy do żucia, przewróciła oczami i ruszyła w stronę pokoju
pedagoga.
Całe
to zajście trwało około pięciu minut. Życie powróciło do
normalności jak tylko Diana zniknęła za rogiem. Wszyscy, co do
jednego stanęli parami, tak jak siedzą w ławkach i weszli do
klasy, siadając tam gdzie zawsze. Leona usiadła za swoim biurkiem i
o mały włos, a okazałaby ludzkie uczucia! Co to by było! Już-już
miała poirytowana westchnąć, kiedy przypomniała sobie, że jest w
szkole, gdzie posiada niepodważalny autorytet. Dyrektor uważa ją
za idealną nauczycielkę, choć przyznał - nawet przy niej - że
czasami mogłaby dać nieco luzu.
-
Ani mi się śni – szepnęła pod nosem i odruchowo poprawiła
dobrze leżące okulary. – Dobra dzieciaki, dzisiejszym tematem
lekcji będzie…
No
i lekcja się rozpoczęła. Nudna jak zawsze. Nie tylko dla uczniów.
Leona nie lubiła pracy z młodzieżą, ewidentnie nie z tą z tej
placówki. Dające sobą pomiatać szczyle, które nie potrafią się
mi postawić, pomyślała sobie, rozglądając się po klasie
wypełnionej uczniami. Każdy siedział w parze. Tylko dwa miejsca
były wolne, ostatnia ławka w rzędzie przy oknie. Miejsce Diany.
Diana…
Bardzo interesująca osóbka. Ma charakterek skubana, z wielką
chęcią bym ją poznała osobiście, tak po szkole. Jako kobieta,
nie terminator.
Wszystkie
głowy w klasie, poza głową Leony, skierowane były na leżące na
ławkach książki. Dzieciaki rozwiązywały tony zadań w
ćwiczeniach, a nauczycielka uzupełniając dziennik, bujała w
obłokach od czasu do czasu. Myślała o tym, co się będzie
działo jak wróci do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz