Hollywood Undead

środa, 14 maja 2014

Rozdział 4

     Smukła sylwetka, długie, ognistoczerwone włosy spięte w idealnego koka, okulary z oprawkami marki Ray Ban, perfekcyjnie dopasowany czarny żakiet, biała koszula, czarna obcisła spódnica do kolan, pończochy oraz szpilki. Tak przedstawia się Leona Murillo, nauczycielka języka angielskiego. Surowa i wymagająca, z nią nie porozmawiasz jak z człowiekiem, dlatego niektórzy uczniowie twierdzą, iż takowym nie jest.
  Szkolny dzwonek zadzwonił, idealna pani Murillo szła szybkim krokiem przez korytarz. Przerażający dźwięk stukania obcasa o kafelki wzdrygał wszystkimi uczniami. Prawie wszystkimi.
- Panno Ellson! – jej zimny jak lód i kłujący w uszy głos rozbrzmiał echem po korytarzu.
  Diana nie zwróciła nawet na nią uwagi, tak jak stała i oglądała paznokcie, żując truskawkową gumę do żucia, tak nadal to robiła. Zignorowała nauczycielkę całkowicie. Ci, którzy byli świadkami tego zachowania, czyli praktycznie cały hol uczniów, wiedzieli, co się z Dianą stanie. Brunetka ziewnęła i raczyła po jakichś dwóch minutach w końcu poświęcić swój jakże cenny czas nauczycielce. Nauczycielce, która cały czas zabijała ją wzrokiem. Gniew, wściekłość i irytację wypełniające jej oczy ani myślała okazać gdziekolwiek indziej na twarzy. Leona zachowywała kamienną twarz.
- Panno Ellson… - powtórzyła lodowatym tonem, zamykając oczy i poprawiając okulary na jej drobnym, zadartym nosku.
- Tak, tak… Już nie musisz się tak wysilać – przerwała jej swoim typowym, olewającym wszystko i wszystkich głosem, Diana. – Jeszcze coś się stanie twoim strunom głosowym, co wtedy? Eh… Tak pani Murillo, już idę do dyrka, bo przecież on beze mnie nie może spokojnie żyć, prawda?
  Poprawiła swoją nową, niedawno nabytą torbę na ramieniu, a reszta uczniów ze zgrozą patrzyła na rówieśniczkę. Ani im się śni zrobić tak samo, postawienie się pani Murillo równa się wypisaniu sobie samemu wyroku śmierci. Szatynka wpatrując się beznamiętnie w oczy gotującej się wewnątrz rudowłosej nauczycielki, zrobiła balona z gumy do żucia, przewróciła oczami i ruszyła w stronę pokoju pedagoga.
  Całe to zajście trwało około pięciu minut. Życie powróciło do normalności jak tylko Diana zniknęła za rogiem. Wszyscy, co do jednego stanęli parami, tak jak siedzą w ławkach i weszli do klasy, siadając tam gdzie zawsze. Leona usiadła za swoim biurkiem i o mały włos, a okazałaby ludzkie uczucia! Co to by było! Już-już miała poirytowana westchnąć, kiedy przypomniała sobie, że jest w szkole, gdzie posiada niepodważalny autorytet. Dyrektor uważa ją za idealną nauczycielkę, choć przyznał - nawet przy niej - że czasami mogłaby dać nieco luzu.
- Ani mi się śni – szepnęła pod nosem i odruchowo poprawiła dobrze leżące okulary. – Dobra dzieciaki, dzisiejszym tematem lekcji będzie…
  No i lekcja się rozpoczęła. Nudna jak zawsze. Nie tylko dla uczniów. Leona nie lubiła pracy z młodzieżą, ewidentnie nie z tą z tej placówki. Dające sobą pomiatać szczyle, które nie potrafią się mi postawić, pomyślała sobie, rozglądając się po klasie wypełnionej uczniami. Każdy siedział w parze. Tylko dwa miejsca były wolne, ostatnia ławka w rzędzie przy oknie. Miejsce Diany.
  Diana… Bardzo interesująca osóbka. Ma charakterek skubana, z wielką chęcią bym ją poznała osobiście, tak po szkole. Jako kobieta, nie terminator.
  Wszystkie głowy w klasie, poza głową Leony, skierowane były na leżące na ławkach książki. Dzieciaki rozwiązywały tony zadań w ćwiczeniach, a nauczycielka uzupełniając dziennik, bujała w obłokach od czasu do czasu. Myślała o  tym, co się będzie działo jak wróci do domu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz